Posty

SPRYTNE SYLABY

Obraz
SPRYTNE SYLABY Do kultury przyszło Nowe. Wraz z nim zmiany. Wyrazowe. Dość powiedzieć, że sylaby (W ramach zarządzonej laby)  Jęły płatać różne figle. Coraz śmielej, coraz śmiglej To odklejać się od słów, By po krótkiej chwili znów Móc przykleić się do innych. Z winnych robiąc więc niewinnych, Grzeczne - zmieniać na niegrzeczne, Kwestie sprzeczne – na bezsprzeczne. Nie chcąc z Nowym być na bakier, Zamieniły „kier” na „klakier”. Wykonały przekręt mały: Potajemnie „u” schowały, By jakości swej ubóstwo Szerzyć teraz jako „bóstwo”. Robotnicze rękawice Szybko się zmieniły w „vice”. Wtem z odsłuchów wyszły słuchy, Słuchy przeszły zaś w podsłuchy. A karteczki - w grube teczki, Teczki prędko zaś w ploteczki. Z dekoracji wyszły - racje, Racje przeszły w demonstracje. Miast zwyczajnej zaś rozmowy, Wyszły więc milczenia zmowy. Zespół się przemienił w "pół", Cokół się zmontował z kół...  Po ekspresji przyszła pre...

CIAŁO

Obraz
CIAŁO   Choć dopiero co świtało, To Pedagogiczne Ciało Chwilę już obradowało. Początkowo przyjacielsko, Miło, sielsko, wręcz anielsko, Potem z Ciała wyszło Cielsko. Polonistka Ewa Ręka Rzekła: „Mnie ta sprawa nęka, Tak, że serce na pół pęka”. „Ja nie pękam, Pani miła, Na cóż Pani to wtrąciła? Sprawa bardziej jest zawiła”. - Odparł chemik Serce Jan, Starszy i stateczny Pan, Biorąc w ręce lekcji plan. Rzekła wściekła Pani Ewa: „Pan się chyba urwał z drzewa, Ech, normalnie krew zalewa.” I dodała: „Myśli gnają, Ręce obie opadają, Włosy na nich dęba stają! Pan zaś, mówiąc między nami, Choć się para zasadami, Śmie rozpychać się łokciami.” Pan Jan odrzekł: „Bom w rozterce! Nie rozpycham. Tylko wiercę, Gdy coś chwyta mnie za serce. Pani w swoim świecie żyje, Wylewając wciąż pomyje. No cóż? Ręka rękę myje". Tu się wtrącił Roman Noga: „Drodzy Państwo, dla biologa Sprawa jest poznawczo mnoga. Ja się z ...

MARZENIA ZDROBNIENIA

Obraz
MARZENIA ZDROBNIENIA   Któregoś ranka małe Zdrobnienie Miało marzenie. Wielkie marzenie. Chciało odmienić wszak swoje życie. Przestać być wreszcie malutkie, tycie, Mikre, kochane, słodkie, pachnące. A stać się duże, poważnie brzmiące. Pozbyć się smoczka. I zamiast niego Smoka zobaczyć (choć wawelskiego). W śniegową kulę zamienić kulki, Zrzec się malutkiej filmowej rólki I zamiast filmu, w wielkim mozole Rolę uprawiać. Prawdziwą rolę. Nie słuchać śpiewu kawki nad stawem, Lecz wypić czarną, prawdziwą kawę. Później opalać się pośród pól (Nie tak jak królik, ale jak król). Zdjąć spodnie rurki, naprawiać rury, Nie zbierać kurek, hodować kury. Żelki zastąpić prawdziwym żelem, Miast jeść brukselkę – zwiedzać Brukselę. Dosyć miał przeto nasz liliputek Mleczka ptasiego, krówek ciągutek I marzył mu się już przysmak nowy: Prawdziwe mleko z prawdziwej krowy. Chciało Zdrobnienie też chociaż raz, Zamiast gazika przebadać gaz, ...

ZIMNY PRYSZNIC

Obraz
ZIMNY PRYSZNIC  Z cyklu:  Kiedy marzenia stają się rzeczywistością… W mieście, którego nie znacie z map, Mieszkał niejaki Pan Janek Knap. „Żywioł, nie człowiek!” – mawiała babcia, Gdy pierwsze kroki Jaś stawiał w kapciach. Skoro już żywioł, to pewno: woda, Taka wszak Knapa była uroda, Że wręcz uwielbiał wodne kąpiele. W tym miejscu wtrącić się już ośmielę, Że go kręciła hydraulika. (Magia zodiaku – był spod Wodnika). Zamarzył mu się któregoś ranka Własny interes. Trochę zachcianka, Trochę marzenie z dziecięcych lat (Snute przy bajce „Mój wodny świat"),  Trochę też nocy minionej kwestia: Śniła wszak mu się okropna bestia. Ni to dinozaur, ni pies, ni wydra. W końcu zrozumiał: mityczna hydra. Kiedy więc rankiem otworzył oczy, Stwierdził, że sen to iście proroczy. I że na hydry tej podobiznę Biznes otworzy. Prawdziwy biznes. Własny biznesik – kochany, śliczny. Wodny i modny. Hydrauliczny. A że z natury był c...

STÓŁ I GŁOWA

Obraz
STÓŁ I GŁOWA   W wielkiej i bardzo wytwornej sali Stół oraz Głowa tak się spierali, Że wręcz fruwały zdania i słowa. Stół aż się łamał, pękała Głowa. Chodziło wszakże o sprawę życia: Kto z nich posiada lepsze nakrycia. Głowa głosiła pogląd takowy: „O niebo lepsze nakrycia głowy!” Stół, chociaż patrzył na głowę z dołu, Zajadle bronił zaś nakryć stołu. Punktem zapalnym całej rozmowy Stał się typ nakryć: strojno-galowy. I tak, dla tezy swojej podbicia, Głowa wskazała ślubne nakrycia: W przypadku mężczyzn – czarny melonik, Zaś w wersji żeńskiej – biały welonik. Stół dla podparcia własnej postawy, Rzucił argument ślubnej zastawy, Twierdząc, iż mały biały obrusik Bardziej niż welon najdłuższy kusi. Chcąc wkurzyć Głowę rzekł, że serwety Sto razy lepsze są niż berety. Głowa zaś wściekła rzekła: „Cerata To – mówiąc krótko– zwyczajna szmata. I choćby stała nań bombonierka, Jest klasę niżej od cylinderka”. Stół odrzekł: „Wygl...